Gdy zmieniamy miejsce pobytu, podróżując w krótkim czasie na znaczne odległości, musimy pamiętać, że nasz organizm wymaga czasu by zaaklimatyzować się do nowych warunków. Aklimatyzacja to nic innego jak rodzaj adaptacji organizmu do odmiennych warunków otoczenia. Jeśli zatem zmieniamy któreś z trzech podstawowych warunków: klimat, czas (strefa czasowa) i wysokość nad poziomem morza, to musimy dać organizmowi stosowny czas właśnie na adaptację.

Adaptacja klimatyczna

Warunki panujące w klimacie gorącym, zdecydowanie różnią się od zwykłych dla nas warunków klimatu umiarkowanego. I dlatego w klimacie gorącym trochę inaczej pracuje nasz układ krążenia, oddychania i układ moczowy. W związku z wysokimi temperaturami organizm zaczyna wydalać większą ilość wody i elektrolitów drogą parowania i wydzielania potu (szacuje się, że w okresie adaptacyjnym u osób niezaaklimatyzowanych pot zawiera 2–3 razy więcej soli niż u osób zaaklimatyzowanych). U osób niezaaklimatyzowanych może zatem łatwo dojść do zaburzeń gospodarki wodno-elektrolitowej, które z kolei mogą prowadzić do urazów cieplnych, takich jak udar cieplny, który powstaje na skutek załamania mechanizmów termoregulacyjnych organizmu.

Wczesnymi objawami udaru cieplnego są bóle i zawroty głowy, nudności i wymioty, ogólne osłabienie, wzrost temperatury ciała. W dalszych etapach może dojść do wystąpienia zaburzeń psychicznych (majaczenia) i drgawek. Innymi urazami cieplnymi są kurcze mięśniowe, wyczerpanie cieplne.

W okresie aklimatyzacji należy pić wodę mineralną, napoje izotoniczne, w ilości co najmniej 3–4 litrów na dobę. W czasie adaptacji organizmu w strefie klimatu gorącego należy zwracać też szczególną uwagę na codzienną pracę i wypoczynek. Czynności wymagające wysiłku fizycznego, muszą być odpowiednio dozowane. Zwłaszcza przy wysokiej temperaturze i wilgotności powietrza wykonywanie czynności takich jak intensywna praca fizyczna, czy uprawianie sportu należy rozpoczynać wcześnie rano, robić przerwę w okresie najwyższych dziennych temperatur i nasłonecznienia, i kontynuować w je godzinach popołudniowych. Należy pamiętać też, że brak ochrony przeciwsłonecznej eksponowanych części ciała, leki hamujące wydzielanie potu (głównie leki przeciwhistaminowe podawane przy uczuleniach) i noszenie ubrania ze sztucznych, nieprzepuszczających powietrza tkanin mogą znacznie przyczynić się do powstania zaburzeń w klimacie gorącym.

Z kolei najczęstszymi problemami zdrowotnymi związanymi z działaniem niskiej temperaturyhipotermia, odmrożenie, odmroziny, stopa okopowa, odwodnienie oraz zapalenie górnych dróg oddechowych. Wystąpieniu tych zaburzeń sprzyjają takie czynniki jak: ogólne warunki klimatyczne (temperatura otoczenia, prędkość wiatru, wilgotność, wysokość nad poziomem morza), nieprawidłowe żywienie, odwodnienie (któremu sprzyja spożywanie alkoholu i kawy), długa ekspozycja na zimno, słaba ogólna kondycja fizyczna, wreszcie brak doświadczenia i nieodpowiedni, często po prostu letni (!) ubiór i ekwipunek.

Z hipotermią mamy do czynienia wówczas, gdy nastąpi utrata ciepła, zaś temperatura ciała spadnie poniżej 35°C. Do jej wystąpienia może dojść przy niskiej temperaturze otoczenia, wietrznej pogodzie, pozostawaniu w mokrym i/lub przewiewnym ubraniu, kilkudziesieciominutowym kontakcie z zimną wodą (o temperaturze poniżej +10°C), dłuższym kontakcie z letnią wodą (o temperaturze poniżej +15°C). Objawy hipotermii to pojawienie się w pierwszej kolejności dreszczy, senność, oszołomienie, nadpobudliwość, splątanie, spowolniała i niewyraźna mowa, zaburzenia widzenia. W stanie ciężkim następuje spowolnienie częstości akcji serca i spowolnienie i spłycenie oddechu, dreszcze ustępują, dochodzi do utraty przytomności. W razie braku działań ratowniczych hipotermia taka kończy się zgonem.

Postępowanie to głównie eliminacja czynników prowadzących do ochłodzenia ciała, rozebranie z mokrego ubrania, nałożenie suchej odzieży, przykrycie kocami, śpiworem, folią NRC, podanie ciepłych płynów do picia (jeśli pacjent jest przytomny).

Aklimatyzacja do nowej strefy czasowej

Pisaliśmy już wcześniej, przy okazji informacji o podróżach samolotem, o zmianie stref czasowych i wynikającej z tego potrzebie przystosowania się do nowego czasu. Omówiliśmy tam szczegółowo zespół nagłej zmiany strefy czasowej, z angielska zwany jet lagiem. Nawet jeśli nie wystąpią u nas po podróży objawy tego zespołu nie znaczy to, że nasz organizm nie potrzebuje adaptacji. Warto pamiętać, by po przylocie do nowego miejsca zacząć spożywać posiłki o godzinach typowych dla nowego czasu (nie kontynuować jedzenia w godzinach, w których jedliśmy z miejscu wylotu). Należy też od razu zacząć kłaść się do łóżka o nowych porach. Można przy tym wspomóc się dostępnymi na rynku preparatami melatoniny.

Aklimatyzacja do warunków wysokogórskich

Rejonem wysokogórskim określa się tereny powyżej 2500 m n.p.m. Każdego roku dziesiątki tysięcy miłośników narciarstwa, trekkingu, wspinaczki udaje się w góry, gdzie jeździ na nartach, często na wysokości ponad 3000 m n.p.m., bądź też zdobywa szczyty, niekiedy znacznie wyższe. Wszystkie z wymienionych grup ludzi stykają się z warunkami środowiskowymi charakteryzującymi się obniżonym ciśnieniem atmosferycznym, niedotlenieniem, niską temperaturą otoczenia oraz wzmożoną projekcją słoneczną.

Choroba wysokościowa (choroba d’Acosty, ang. acute mountain sickness, AMS) jest zespołem chorobowym spowodowanym brakiem adaptacji do warunków panujących na dużych wysokościach, gdzie dostępność tlenu w powietrzu, ze względu na rozrzedzenie atmosfery, zaczyna być za mała na potrzeby organizmu człowieka. Pierwszymi objawami są zwykle bóle głowy, nudności, wymioty ,jak też osłabienie, brak apetytu, zawroty głowy, problemy z zaśnięciem. Z objawów somatycznych na czoło wysuwają się wzrost tętna i ciśnienia krwi, z następowym osłabieniem serca i spadkiem ciśnienia krwi. W ostrym stanie może dojść do obrzęku płuc i obrzęku mózgu. Aby uniknąć tych niebezpiecznych stanów należy pamiętać o zaplanowaniu prawidłowego okresu aklimatyzacji i odpowiednio stopniować obciążenia organizmu w górach.

Co jakiś czas przez sieć przebiega informacja o kimś zbierającym fundusze na ukończenie podróży życia czy zdobycie jakiegoś odznaczenia. Do najbardziej znanych zalicza się Korona Ziemi, czyli zdobycie najwyższych szczytów na wszystkich kontynentach, ale są również inne tematy, które rozpalają ludzką fantazję na całym świecie. Wielokrotnie spotykam na swojej drodze ludzi, którzy mają jasno określony cel – odwiedzę wszystkie europejskie stolice za życia czy przejadę rowerem po dawnych ziemiach Rzeczypospolitej. Niebezpieczeństwem jednak w takim zbieractwie jest zatracenie sensu, a skupienie się jedynie na zaliczaniu kolejnych punktów…

Przed wieloma laty zbierałem punkty OTP, czyli Odznaki Turysty Pieszego i wtedy to właśnie odkryłem na własnej skórze niebezpieczeństwo jakie niesie za sobą zbieranie „punktów” na siłę. W pewnym momencie, żeby zdobyć brakujące punkty odwiedzałem mało interesujące miejsca tylko po to, żeby dostać pieczątkę i zbliżyć się do kolejnej odznaki. Szybko okazało się, że kiedy dostałem złoty znaczek wcale nie poczułem się lepiej, a nawet może i miałem kaca moralnego – udało się to szybko, ale czy naprawdę odkryłem te miejsca, czy po prostu przez nie przebiegłem?

Mój wujek postanowił, że na emeryturze odwiedzi wszystkie byłe miasta, które przed reformą administracyjną były miastami wojewódzkimi. Odwiedzam go raz do roku i z radością oglądam pocztówki z kolejnych miast i słucham o jego przygodach. Jest to jedna z wielu dróg kiedy to cel jest łatwo osiągalny, ale te podróże się „smakuje” a nie „odznacza” na mapie. Znam również wiele osób, które latami gromadzą szczyty Korony Gór Polski, czy odwiedzają wszystkie górskie schroniska w Polsce. W obieraniu podróżniczych celów ogranicza nas tylko fantazja i można wymarzyć sobie, że odwiedzi się za życia wszystkie miejscowości uzdrowiskowe w Polsce, albo wszystkie te położone po lewej stronie Wisły… Celowo piszę o lokalnych, polskich możliwościach, bo przy nich najłatwiej nauczyć się systematyczności i zawziętości w dążeniu do celu.

Cel można sobie wybrać, ale czasami pojawia się on spontanicznie. Po latach fotografowania w Dolomitach stwierdziłem, że brakuje mi kilku górskich jezior, których nie widziałem – od czasu kiedy się o tym zorientowałem staram się je „dozbierać” do mojej kolekcji. To co jednak moim zdaniem jest najważniejsze to stawianie małych kroków na drodze do celu i smakowanie samego szlaku, a nie jedynie zwycięstwa. W dobie tanich lotów i współczesnej komunikacji można odwiedzić wszystkie europejskie stolice w ciągu kilku dni. Pytanie jednak czy warto? Czy nie lepiej poświęcić na to 5 lat, ale każdą podróż przeżyć w wyjątkowy sposób?

Lubię stawiać sobie osiągalne cele. Wybieram też tematy, których odkrywanie mnie cieszy i daje dużo radości samo w sobie. Mógłbym przecież zapragnąć nurkowania we wszystkich oceanach świata, ale ani nie umiem nurkować, ani nie lubię wody. Taki cel byłyby dla mnie bez sensu, a dla kogoś innego okaże się oczkiem w głowie. Lata doświadczeń skłaniają mnie do redukcji mojej listy, a niekiedy po prostu pewien rozdział uważam za zamknięty i idę dalej. To co uważam, że jest bardzo pozytywne w określeniu własnych marzeń i miejsc „must see i must be” to fakt, że nadaje to sens i momentami dodaje motywacji do kolejnych podróży. Dobrze jest jeśli liczba magnesów na lodówce zmusza do jej wymiany na większą. Ważne tylko, żeby wyciskać z tych chwil jak najwięcej i żeby te podróże nie kończyły się w drzwiach domu, ale trwały jeszcze latami ożywiane we wspomnieniach i opowieściach.

Przejdź do paska narzędzi