Statkiem wycieczkowym po Karaibach - tak czy nie?

Statkiem wycieczkowym po Karaibach - tak czy nie?

Rejs po Karaibach statkiem wycieczkowym z pewnością był ciekawym przeżyciem, ale to nie jest forma podróżowania, którą chciałabym jeszcze kiedyś powtórzyć. Do udziału w nim skusiła mnie przede wszystkim możliwość zobaczenia tylu egzotycznych miejsc w tak krótkim czasie. Spędziłam siedem dni i nocy na oceanie i odwiedziłam sześć wysp. Choć może bardziej pasowałoby tu określenie zaliczyłam, bo odbywało się to w tempie ekspresowym.

Teraz wiem w jaki sposób powinnam się była do tej podróży przygotować, żeby skorzystać z niej jak najwięcej. Dlatego postanowiłam podzielić się swoimi doświadczeniami, być może przydadzą się komuś, kto zamierza wybrać się na taki rejs po raz pierwszy.

Małe miasto na wodzie

statek, rejs, ocean

Na początku kilka słów o samym statku, którym płynęłam. Włoski 13 pokładowy gigant wycieczkowy w swoich 1358 kajutach może pomieścić jednorazowo 2702 pasażerów. Załoga statku liczy 1068 osób, co razem daje liczbę 3770 ludzi na pokładzie. Imponujące, choć nie jest to największy statek. Rejs jest zorganizowany w taki sposób, że w nocy płyniemy, wczesnym rankiem cumujemy i do późnego popołudnia jesteśmy w danym porcie. Sam statek jest pomieszaniem Titanica i Statku Miłości – mieszanka przepychu i kiczu, no może poza kabinami pasażerskimi, których wystrój jest utrzymany w klimacie trzy/czterogwiazdkowego hotelu. Miękkie dywany, wszystko na wysoki połysk, lustra i złocone elementy przytłaczają na każdym kroku. Nieco przyjaźniej jest na zewnątrz. Tutaj przepych ustępuje miejsca basenowemu luzowi. Można odetchnąć.
Statek funkcjonuje jak miasteczko turystyczne. Jest tu wszystko. Niezliczone bary, restauracje, kawiarnie, sklepy, teatry, sala balowa, dyskoteka, kasyno, a nawet biblioteka i wiele, wiele innych atrakcji, które mają umilać życie na statku. Cały czas coś się dzieje. Organizatorzy rejsu zapewniają animacje dla dzieci i dla dorosłych. Można wziąć lekcje tańca, uczestniczyć w zajęciach sportowych, wziąć udział w pokazach kulinarnych kuchni z całego świata. Wieczorem odbywają się imprezy tematyczne, koncerty, przedstawienia teatralne i inne atrakcje.

Dobry plan to podstawa

Grenada, Karaiby, rejs, statek

Każdego dnia około godziny 7 rano statek cumuje w porcie, w którym pozostaje do wczesnych godzin wieczornych. Pasażerowie poza statkiem mogą przebywać maksymalnie do godziny 17.30. O 17.30 „all on board”. Lepiej nie ryzykować samotnego pozostania w porcie na obcej wyspie, bez bagażu.
Zwiedzanie wysp jest czymś, do czego należy się bardzo dokładnie przygotować. Ja tego nie zrobiłam i bardzo żałuję. Gdybym raz jeszcze miała popłynąć, dokładnie zaplanowałabym co na każdej wyspie chcę zobaczyć, bo postój trwa zaledwie 6-7 godzin. Nie sposób zobaczyć wszystkiego w tak krótkim czasie, trzeba pamiętać o odległościach do pokonani, które często są niemałe. Dlatego dobra rada – na kąpiele słoneczne wykorzystajcie pierwszy dzień rejsu, który w całości przeznaczony jest na pływanie, bo potem może już nie być okazji. Choć wydaje się to mało prawdopodobne, to jeśli chcecie coś zobaczyć na wyspach, to musicie to robić kosztem plażowania. Wszystkiego na raz zrobić się nie da.

Na własną rękę

wycieczka, kierowca, Karaiba

Wycieczki po wyspach oczywiście oferuje statek. Ale z finansowego punktu widzenia są one średnio opłacalne, choć pewnie trochę lepiej przygotowane. Jednak to nie jest opcja dla zapalonego podróżnika, który jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności znalazł się na statku wycieczkowym. Przy odrobinie chęci i ze znajomością języka angielskiego każdą wycieczkę można zorganizować sobie samemu, wydając na to 1/3 tego, co na statku. W każdym porcie na turystów czekają lokalni kierowcy, którzy w atrakcyjnej cenie proponują wycieczki objazdowe po wyspie, wyjazdy do atrakcji turystycznych, czy też transport na plażę i z powrotem. Oczywiście nie należy się godzić na pierwszą podaną cenę. Trzeba się targować i zawsze pamiętać, że chcemy tam i z powrotem. Jadąc na taką wycieczkę będziemy podróżować z innymi turystami, pewnie z naszego statku. Można zamówić indywidualny kurs, ale wtedy cena jest odpowiednio wyższa. Wszystkie auta posiadają klimatyzację, a kierowcy/piloci mówią w języku angielskim i mniej lub bardziej chętnie opowiadają o swojej wyspie.
Taka objazdówka trwa minimum 3 godziny, potem jest chwila na plażowanie, chyba, że objazdówka jest dłuższa. Ani razu nie udało mi się zejść ze statku wcześniej niż o 11. Wieczory na rejsie są dość intensywne i przeciągają się zazwyczaj do wczesnych godzin porannych, a kiedyś trzeba to odespać. Niespieszne śniadanie o 9.00, potem chwila relaksu przy kawie – w końcu jesteśmy na wakacjach. O 11 człowiek jest gotowy na lokalną przygodę.

St. Lucia – tutaj wrócę

Santa Lucia, wyspa, widok

Z perspektywy czasu trudno powiedzieć, która wyspa podobała mi się najmniej, ponieważ na każdej widziałam tylko ułamek tego, co było do zobaczenia. Podczas tego typu wyjazdu nie ma szans na wczucie się w lokalny klimat, na spacer uliczkami, rozmowę z tubylcami, skosztowanie prawdziwej lokalnej kuchni. Wszystko trwa zbyt krótko i dzieje się zbyt szybko, więc zakładam, że wrażenia jakie we mnie pozostały mogą być mylne i nie do końca sprawiedliwe dla danego miejsca. Jedno jest pewne – zakochałam się w wyspie St. Lucia i bardzo bym chciała tam kiedyś wrócić i pobyć. Tobago nie ujęło mnie niczym szczególnym, ale to była pierwsza wyspa i zrzucam to na karb oszołomienia tym wszystkim co wtedy, na samym początku rejsu czułam. Dlatego nie będę tu publikować mojego rankingu, bo nie byłby on sprawiedliwy dla miejsc, które odwiedziłam. W każdym z nich było coś specjalnego i niepowtarzalnego. Coś, czemu warto by poświęcić trochę więcej czasu.

Z perspektywy oceanu

ocean, zachód słońca, rejs statkiem

Niewątpliwie najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć były widoki ze statku. Zachody i wschody słońca, przybijanie do brzegu w pierwszych promieniach dnia, oddalające i przybliżające się lądy, majaczące w ciemności światła nigdy niezasypiających wysp – to wszystko z perspektywy oceanu wygląda niesamowicie. Te obrazy na zawsze zostaną w mojej pamięci i chyba trudno je będzie czymś przysłonić.
Dla mnie wszystko na tym rejsie było kompletnie nowe i z tego powodu mogłam mieć zaburzone pole widzenia, zachwianą percepcję. Nowi ludzie, nowe, najbardziej egzotyczne jakie dotąd widziałam miejsca, nowa forma przemieszczania się. To wszystko wymaga uporządkowania i przemyślenia, żeby móc wyciągnąć wnioski z tej wyprawy. Cieszę się, że mam w głowie tyle pięknych, bajecznie i nieprawdopodobnie kolorowych obrazów, że kąpałam się w ciepłym, turkusowym oceanie i leżałam na piasku miałkim jak mąka. Ale odczuwam ogromny niedosyt tych miejsc i ludzi, które mam nadzieję jeszcze kiedyś odwiedzić. Traktuję tą wyprawę jako wstęp do prawdziwej podróży na Karaiby, którą mam nadzieję kiedyś odbyć.

====

Wybierając się w rejs warto zabezpieczyć się na wypadek choroby morskiej, która często potrafi popsuć plany i radość z wyprawy. W jaki sposób to zrobić podpowiadamy tutaj