Czy można pieszo zwiedzać świat?

Czy można pieszo zwiedzać świat?

Istnieje wiele form podróżowania. Siłą rzeczy nieodłączonym elementem w poznawaniu świata są piesze wędrówki. Trudno nam policzyć ile dokładnie kilometrów jesteśmy w stanie przejść. Niektóre z aplikacji w telefonie są to w stanie przybliżyć. Dzieje się to jednak jakby przy okazji. Wędrówka nie jest głównym celem. Czy można i czy warto zwiedzać świat pieszo? Jak to się robi?

Na świecie istnieje wiele szlaków, które wyznaczono z myślą o pieszych wędrowcach. Niestety krótkie urlopy i pędzący tryb życia skutecznie eliminują taką formę podróżowania. Głównym powodem jest czas. Romantycznie brzmi wizja pieszej wędrówki z Krakowa do Santiago de Compostela. Trudno jednak wyobrazić to sobie w czasie 2 tygodniowego urlopu. Jakby na to nie patrzeć taka podróż jest bardzo wymagająca pod względem fizycznym. Dwa argumenty na minus. Czy są zatem jakieś plusy? Największym i najważniejszym argumentem ZA pieszą wędrówką jest możliwość oglądania świata w zwolnionym tempie.

Szlakiem Orlich Gniazd

Jakiś czas temu kolejny raz w życiu wybrałem się na Szlak Orlich Gniazd prowadzący z Częstochowy do Krakowa. To około 130 km. Przejście tej trasy w normalnym tempie pochłania około 5/6 dni. Trasa prowadzi przez najpiękniejsze zakątki Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Jak przygotować się do takiej wędrówki? Po pierwsze buty! Muszą być wygodne, rozchodzone i sprawdzone. Po drugie trzeba ułożyć sobie plan. Realny plan. W początkowej fazie kiedy zmęczenie nie jest zbyt duże istnieje pokusa, żeby iść bez końca. Czasami kolejne 5 km może okazać się gwoździem do trumny. Trzeba uważać, żeby się nie przeforsować.

Dobry plan?

Znam siebie. Wiem, że bez problemu mogę przejść około 25 km dziennie. Może to niezbyt ambitny plan, ale wiem, że nawet przy gorszej pogodzie jestem w stanie go wykonać. Kiedy podzieliłem trasę na takie odcinki okazało się, że w 3 przypadkach nie miałbym gdzie spać. W takim wypadku opcje są dwie – będę niósł namiot, albo dostosuję trasę tak, żeby zasnąć gdzieś pod dachem. Wybrałem opcję lekkiego namiotu, bo to zapewniało mi całkowitą wolność. Sprawdziłem po drodze gdzie wieczorami będę mógł uzupełnić zapasy wody i prowiantu. Dzięki temu nie musiałem zbyt wiele nosić, a to zdecydowanie wpływa na tempo i komfort wędrówki. Na trasie co 2 dni zaplanowałem też nocleg pod dachem. Głównie dlatego, żeby skorzystać z dorobku cywilizacji – prądu i prysznica. Często jest to też dobra okazja do zrobienia prania, które kolejnego dnia można wysuszyć na plecaku.

Czego nie zabierać?

Gdybym miał wypisać co zabrałem ze sobą to lista byłaby naprawdę krótka. Każdą rzecz, którą zabieram, będę nosił na plecach. Trzeba o tym pamiętać. Przed wyjazdem na taką wędrówkę zawsze rozkładam wszystkie rzeczy na podłodze i eliminuję po kolei to co nie jest mi niezbędne. Zabrzmi to odważnie, ale mam wrażenie, że najtrudniej byłoby mi obejść się bez latarki, kubka, noża i karimaty ze śpiworem. Bez reszty mógłbym się obejść, albo względnie łatwo mógłbym dokupić po drodze to czego mi brakuje. W ten sposób szybko odrzucam wszystkie zbędne przedmioty. Pozostałe pakuję do plecaka, który zarzucam na plecy i… idę się przejść po okolicy. Nie sprawdzi się jego prawdziwego ciężaru bez przejścia kilometra wokół domu. Zazwyczaj po takim spacerze następuje kolejna selekcja i wyrzucam z plecaka kolejne zbędne przedmioty. 

Co jeść?

To co zwykle. Ja unikam transportowania jedzenia w momentach kiedy jest to zbędne. Wędrując po Jurze przez cały dzień mogę bez problemu kupić coś do jedzenia i picia. Dopiero wieczorem, kiedy wiem, że czeka mnie biwak, to uzupełniam zapasy. Trzeba też pamiętać, że wiele produktów nie przetrwa długo bez lodówki i nie ma sensu niepotrzebne gromadzenie żywności.

Gdzie spać?

Hotel, pensjonat, agroturystyka czy namiot? Nie ma ograniczeń. Wszystko zależy po pierwsze od dostępności, a po drugie od budżetu. Dla mnie taka wędrówka z założenia nastawiona jest na oszczędzanie, więc najchętniej wybieram namiot w lesie. Czasami jest też tak, że innej możliwości nie będzie. Najlepiej wychwycić to już na etapie planowania i z pozycji wygodnego fotela znaleźć rozwiązanie. Trzeba mieć też plan B. Warto poznać mapę terenu, który zamierzamy przemierzać, żeby w przypadku nagłej gorączki, burzy czy innego przypadku losowego wiedzieć gdzie szybko uda się uzyskać pomoc.

Dlaczego pieszo?

Od dzieciństwa uwielbiam piesze wędrówki. Lubię je nawet bardziej niż podróżowanie na rowerze. Głównie dlatego, że idąc mam wrażenie, że oglądam świat w zwolnionym tempie. To zaprzeczenie pędzącej codzienności, w której pokonuję niekiedy tysiące kilometrów na pokładzie samolotu w kilka godzin. Kiedy idę, wszystkie moje zmysły wędrują ze mną. Oczy długo cieszą się widokami, uszy słyszą szum drzew, a do nosa dociera zapach świeżo skoszonej trawy. Wiem, że idąc pieszo teoretycznie marnuję czas. Nie udało mi się jednak jeszcze nigdy wrócić tak „nasyconym”, jak właśnie po pieszej wędrówce.

Mierz siły na zamiary

Szlak, o którym marzysz jest za długi? Podziel go na kawałki! Jeśli wybierzesz trasę w górach to pamiętaj, że z każdym podejściem sił może być coraz mniej. Planując trasę przed ekranem pomyśl spokojnie czy 4 dnia wędrówki przejście kolejnych 30 km to dobry pomysł. Przy wędrówce trwającej dłużej niż 7 dni warto zaplanować „dzień lenia”. Dla tych, którzy nigdy nie wędrowali dłuższy czas, dobrą opcją jest sprawdzenie się w normalnych warunkach – ile mogę przejść bez obciążenia? Ile dam radę przejść z 15 kg plecakiem? Ja zaczynałem od weekendowych wypadów, a mój najdłuższy rajd po Podlasiu trwał ponad 3 tygodnie, w ciągu których pokonałem ponad 300 km. Z perspektywy lat to właśnie przygody z tych eskapad najczęściej wspominam. Tęsknię też za oglądaniem świata w zwolnionym tempie. Spróbujcie – naprawdę warto!